
Andrzej Żydek (49 l.), emerytowany pracownik Centralnego Biura Sledczego zatrudnił się w urzędzie skarbowym, bowiem z oficerskiej emerytury nie starczało mu na utrzymanie młodszej o 20 lat żony i trojga dzieci, które przyszły na świat już po tym, jak napisał do Pitery pierwsze doniesienie, że wykrył wielką aferę (Pitera to polonistka, która robi w Polsce za walkę żydów z korupcją). Żydek pisał też doniesienia do Jarosława Kaczyńskiego i do Napieralskiego, szefa żydokomuny, lecz ze względu na przypadkową zbieżność jego nazwiska z pejoratywnym określeniem przodków jednego i drugiego, żaden z nich nie wziął denuncjacji Żydka na swoich na poważne i dopiero premier Tusk znalazł dla niego czas w trakcie kampanii wyborczej, bo ten podpalił mu się na progu kancelarii a już płonąc wręczył jeszcze gaszącym go BOR-owcom list do premiera, z czytelnym syndromem feniksa: "(...) zapewniał Pan, że nie ma w Polsce miejsca w podległej Panu administracji publicznej dla osób, które łamią prawo (...) w rzeczywistości nie ma w niej miejsca dla osób, które nie chcą łamać prawa i mają odwagę się temu przeciwstawić(...) - donosił Żydek żydowi.
seguir