
27 września 2011 r. żyd Gugała Jarosław, który robił za ambasadora RP w Montevideo, a nie był zawodowym dyplomatą, więc musi zachodzić podejrzenie, że nie jest też dziennikarzem, za którego obecnie robi, wyrabiał w warszawskim Sądzie Janowi Kobylańskiemu z Urugwaju opinię antysemity, który to Kobylański - jak przytacza Lech Niekrasz w relacji z procesu Kobylański kontra reszta świata żydowskiego w Polsce: "...miał też szerzyć antysemityzm i upowszechniać opinię, jakoby Polską władał kontrolowany przez mniejszości układ mafijny, który dąży do zniszczenia Polski; źle wypowiadał się na temat polskie dyplomacji...".
http://sowa-frankfurt.podomatic.com/entry/2011-10-01T12_48_41-07_00
Download MP3 (18,2 MB) http://sowa.podspot.de/
Gugała z pewnością nie jest dziennikarzem, gdyż nie mieści mu się w kiepełe, że wolność człowieka zagwarantowana została przez różne deklaracje i konstytucje na całym świecie m.in. jako prawo do krytycznego wypowiadania się na temat polskiej dyplomacji żydowskiej i korzysta z tej wolności szeroko np. obywatel Izraela Bartoszewski, który wyszył sobie na worku na śmieci epitet: "duplomatołki", albowiem zna się na rzeczy jako były minister Spraw Zagranicznych RP oraz dożywotni honorowy minister w rządzie RP, czyli facet, który nic nie musi robić, żeby kasować w wybranym kraju osiedlenia na świecie za ministra w tzw. polskim rządzie. Chyba, że rząd wyłoniony po wyborach zdecyduje się w ramach pakietu oszczędnościowego na ograniczenie liczby ministrów i Bartoszewski padnie ofiarą tego pogromu. Nawet wtedy Bartoszewskiemu nie stanie się krzywda, bo nadal będzie pobierał jako członek zarządów, czy rad nadzorczych instytucji finansowych takich jak ERGO, które naprawdę rządzą światem, bo przecież nie rządzą państwami politycy ratujący miliardowymi dotacjami banki a zapominający przy tym, że podstawowym obowiązkiem polityków jest stać na straży wolności obywateli i bezpieczeństwa ich własności, tzn. opodatkowanych przez państwo oszczędności gromadzonych w tych bankach, które pobierają od klientów opłaty za każdy ruch na koncie same nie płacąc państwom podatku od transakcji bankowych.
Lech Wałęsa był jako prezydent RP w gościnie u Kobylańskiego, który robił wtedy za konsula honorowego i była zgoda i są fotografie Wałęsy z dziewczynkami w małopolskich strojach ludowych ze wstążkami ze żydami w tle nie ukrywającymi swoich podwójnych nazwisk jak np. Haduch-Suski, bo Suski to nombre materno (po matce), a Haduch to żydowskie nazwisko ojca tego profesora, który wyjechał z Polski przed wielu laty do Meksyku i tam pracuje naukowo w swoim zawodzie a oprócz tego udziela się jako polonijny Polak w otoczeniu Kobylańskiego. Jan Kobylański nie miał także nic nigdy przeciwko temu, żeby w jego otoczeniu stawiał pomniki Janowi Pawłowi II inż. Jerzy Skoryna o żydowskim nazwisku Lipski po matce. A żona Kobylańskiego to z jakiego pochodzi narodu, ambasadorze Gugała?
Dezinformacja to pole działania tajnych służb takich jak WSI, SB, CIA, KGB, Mossad. Suworow opisuje w książce pt. "Akwarium" pracę agentów tajnych służb robiących oficjalnie za ambasadorów. Jeżeli Gugała pomija milczeniem żydowskie, najbliższe otoczenie Jana Kobylańskiego a jednocześnie oskarża go przed sądem o antysemityzm, to trzeba mu powiedzieć, że składał pod przysięgą fałszywe zeznania. Jeżeli natomiast Gugała zna bardzo dobrze ustawienie gwiazd, pod którymi urodziły się matki: Kobylańskiego, Haducha-Suskiego i Skoryny, czyli mówiąc po chaldejsku zna ten aspekt, to okłamał wysoki sąd, czyli na jeden bardach i barachło wyszło.
Czego zatem nie powiedział Jarosław Gugała, który nagrał w 2007 r. płytę muzyczną zatytułowaną "Kumple to grunt"?
Gugała nie powiedział z pewnością nigdy i nigdzie prawdziwego słowa na temat swojego dobroczyńcy i kumpla, właściciela Polsatu, w którym dostał pracę po powrocie z placówki w Montevideo. I znowu nie wiadomo, czy Gugała znał wszystkie używane wcześniej przez Solorza nazwiska żydowskie (Zak, itd.), czy nie dopuścił zwyczajnie do swojej świadomości informacji na temat różnych, tajemnych związków dających w Polsce po 1989 r. kapitał oraz ułatwiających start tzw. prywatnym mediom?
Kobylański otrzymywał na swoją działalność pieniądze z Senatu, zeznał Gugała i powiedział tym samym to, co każde dziecko w Polsce wie, że jeśli warszawskie tajne służby chciały dofinansować Angelikę Borys na Białorusi , czy Kobylańskiego w Urugwaju albo i za jego pośrednictwem Radio Maryja w Toruniu, to robiły to z budżetu Senatu za pośrednictwem Stelmachowskiego, który od prostego żyda za komuny robiącego za Klub Inteligencji Katolickiej w Warszawie dochrapał się poprzez pakt podpisany z Diabłem w Magdalence fotela Marszałka Sejmu i prezesa Wspólnoty Antypolskiej tak samo jak Lech Kaczyński fotela Prokuratora Generalnego i salonki prezydenta państwa w tupolewie pełnym małpek i fikołków, buteleczek z alkoholem zakupywanych z budżetu Kancelarii Prezydenta RP.
Gugała nie powiedział o tym, że Kobylański zawsze popierał Kaczyńskich i założoną przez nich kryptosyjonistyczną partię PiS. W obecnych wyborach popiera np. żyda Bogusława Kowalskiego, byłego agenta Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie TW "Mieczysław", który ma parszywy obyczaj nie odpowiadania na listy otwarte kierowane do żydów przez Naród Polski jak np. list z 2005-11-28:
"Szanowny Panie Pośle,
niedawno obchodził Pan 41 urodziny, proszę przyjąć najlepsze życzenia, które chciałbym złożyć Panu jako młodemu politykowi w imieniu Starej Polonii w Niemczech, której nie zaszczycił niestety odwiedzinami były przewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą, jeszcze młodszy od Pana Posła pan Roman Giertych.
Pan jest Przewodniczącym Komisji Infrastruktury, której w zasadzie w Polsce nie ma, a jest Minister Polaczek ds. Infrastruktury, no i jest rząd Prawa i Sprawiedliwości, w który Radio Maryja głęboko wierzy, więc może powoli Pan, że zajmiemy się przez chwilę bulwersującą wielce Starą Polonię kolejną hucpą filmową, do której podobno przymierza się stalinowski filmemacher Andrzej Wajda, który w czasach komunistycznej pogardy zarabiał na luksusowe życie kręceniem bata tzw. kultury filmowej, czyli polakożerczych filmów - takich jak np. "Lotna" wg. scenariusza politruka Zukrowskiego, w której to wyśmiewali się obaj, wspólnie z aktorami, z bohaterstwa Polaków szarżujących rzekomo z szablami na niemieckie czołgi w 1939 roku.
Pan jest młodym człowiekiem i może nie wiedzieć o tym, że Wajda powtarzał ujęcia filmowe hitlerowskiej propagandy.
Polscy ułani mieli normalnie poukładane w głowach, natomiasta podli ludzie z branży filmowej mieli i mają we łbach bałagan, wykorzystują np. seksualnie dzieci w Stanach Zjednoczonych, a w Polsce angażują się w obronie pedałów i postmodernizmu, żeby uchodzić za tzw. autorytety.
Tak oto niedawno dowiedzieliśmy się , że Andrzej Wajda ośmielił się zainteresować jako filmemacher tematem Katyń!
A tylko po to zainteresować tematem zagłady narodu polskiego, żeby odrzucić scenariusz napisany ręką NAJWYBITNIEJSZEGO POLSKIEGO PISARZA WSPóŁCZESNEGO, Włodzimierza Odojewskiego.
Czasami jest tak, Szanowny Panie Pośle,
że nie mamy już siły do ignorantów, czy to w polityce, czy w dziedzinie kultury. Szukamy wtedy siły wyższej, odwołujemy się do Boga. Piszemy do przyjaciół, u których pragniemy znaleźć zrozumienie, radę i pomoc. Bo nie jesteśmy w stanie objąć ludzkim rozumem potęgi Zła."
A poza tym Gugała nie powiedział, że w Mauthausen, z którego Kobylański wyemigrował po wojnie do Ameryki Południowej, pośród 100 tys. innych ofiar stracił życie Kosiewski, Konstantyn jak zaświadcza to Totenbuch des Konzentrationslagers Mauthausen, dlatego powyższe rozważania nie były z pewnością pozbawione podstaw.
Natomiast stawianie przed sądem jakiemukolwiek Polakowi zarzutu, że źle wyraża się o dyplomacji polskiej zwalnia mnie od zarzutu mieszania osobistych, prywatnych wspomnień do rozważań ogólnych na temat mocy przekonań wbijanych podbitym narodom przez żydokomunę do głowy.
Rzecz miała miejsce jeszcze przed założeniem przez Kazika Switonia w lutym 1978 r., Pierwszego w Polsce Komitetu Wolnych Związków Zawodowych, zanim Służba Bezpieczeństwa w osobie dziekana Nawrockiego wyrzuciła mnie ze studiów za zbieranie podpisów w Sosnowcu, bo Wolna Europa informowała o powstawaniu komitetów studenckich w Krakowie i we Wrocławiu, więc wpadłem na pomysł, że najlepiej zorganizować niezależną grupę studencką wokół protestu przeciwko sfałszowanym wyborom w naszym środowisku, a może podrzuciła mi ten pomysł SB przez kolegów, nie pamiętam.
Wspominam o tych faktach tylko po to, żeby usytuować w czasie rozmowę, która miała miejsce w Katowicach w redakcji dwutygodnika społeczno-kulturalnego "Poglądy" wydawanego przez Wilhelma Szewczyka za Gierka; przed wojną Szewczyk robił za Narodowca w Falandze, a po wojnie masoneria skierowała go do kultury.
Rozmowa miała miejsce w pokoju, który nawiedzałem co jakiś czas ze swoimi wierszami, które publikował Tadeusz Kijonka, poeta dobry dopóki nie popełnił poematu o zasypanym w kopalni górniku Piątku, który pod ziemią pił mocz oddawany do kasku, a po tej Golgocie i cudownym uratowaniu go opiewanym w poemacie Kijonki wypiął się na Polskę i jej wiersze, bo skorzystał z nowych uregulowań prawnych Gierka z niemieckim rządem, które umożliwiały legalny wyjazd na tzw. pochodzenie do Niemiec dla ponad półtora miliona żydów, Niemców i ubowców.
Od 20 roku życia studiowałem filologię polską i uchodziłem za tzw kontestatora w śląskim środowsku literackim, tzn. mówiłem i robiłem różne rzeczy, których normalny człowiek by się nie odważył, a ja przychodziłem do pokoju, w którym siedział redaktor Stanisław Wilczek (brat jego był członkiem Biura Politycznego PZPR) i opowiadałem temu Wilczkowi o tym, jak wyglądało moje ostatnie przesłuchanie na SB. A miało ono miejsce w Sosnowcu przy ul. Teatralnej. Przesłuchujący mnie oficer wyszedł na jakiś czas zostawiając mnie z długopisem i z kartką, na której miałem streścić to, co robiłem od ostatniego przesłuchania z wyszczególnieniem spotkań poetyckich oraz artystycznych, bo przesłuchujący mnie od 1977 r. oficerowie SB w Będzinie, Sosnowcu i w Katowicach wielokrotnie zapewniali, że oni też interesują się kulturą.
No i ten oficer wyszedł na pewien czas z pokoju zostawiając mnie sam na sam z antypolskim donosem na mnie zostawionym na dużym biurku, więc nie brałem papieru do rąk, żeby nie zmieniać położenia kartki w stosunku do słojów okleiny biurka, lecz przekręciłem zwyczajnie głowę jak sowa i odczytałem bez trudu to, co było w donosie dla mnie do góry nogami.
A stało tam na głowie doniesione na mnie m.in. "...źle wyraża się o rządzie PRL...". Redaktor Wilczek zapytał zaraz przytomnie: - A kto wyraża się dobrze o tym rządzie? Rozbawił tą mądrą uwagą Staszka Piskora siedzącego przy drugim biurku, mnie zaś uzmysłowił, że swoją kontestacją żydokomuny nie robię nic złego, ani nadzwyczajnego, że zachowania moje są normalne, w normie, a tylko Służba Bezpieczeństwa zajmuje się moją osobą dlatego, że tak samo jak carska Ochrana musi uzasadniać w jakiś sposób swoje istnienie w PRL-u i ja jestem po prostu zwyczajną ofiarą reżimu komunistycznego.
Gugała nie wie, co przeżywaliśmy w PRL-u, bo urodził się, kiedy ja chodziłem już do szkoły podstawowej a w każdej klasie wisiał nad tablicą orzeł bez korony, ale za to z dwiema masońskimi gwiazdami na skrzydłach, które Piłsudski umieścił w godłe po zamachu majowym, a po bokach tego przygwieżdżonego orła witał polskie dzieci przed każdą lekcją uśmiechnięty żyd Gomułka i drugi żyd Cyrankiewicz; w ostatniej klasie żyd Michnik użyty został w Warszawie przez żyda i masona Słonimskiego do zamieszania portretami w każdej klasie i szkole bezklasowego ponoć PRL-u, w którym nikt nie znał jeszcze słowa kryptosyjonizm, bo panowała na świecie ciemnota a w Polsce prostota umysłów, o której nie powiedział słowa przed sądem Gugała Jarosław, gdyż zachował się tylko jak ptak, który nie kala własnego gniazda, bo kukułka nie robi gniazd, gdyż podrzuca swoje jajka innym ptakom do wychowania.
Kukułka jest ptakiem, który nie wychowuje własnych piskląt, ale podrzuca je do wychowania innym. Obserwuje najczęściej mniejsze od siebie ptaszki śpiewające: makolągwy, dzierzby, raszki, pliszki, pleszki i skowronki, gajówki, strzyżyki – w sumie ponad pięćdziesiąt różnych gatunków skrzydlatych śpiewaków; większość z nich składa jaja rankiem, kukułka zaś pojawia się wieczorem, o szarej godzinie, wyjmuje jedno jajko z obcego gniazda i kładzie w to miejsce swoje jajo. Po czterdziestuośmiu godzinach robi to samo w innym miejscu. W ten sposób rozdziela w swoim rewirze dwanaście do trzynastu jaj do wysiedzenia innym ptakom.
Kukułcze jaja są zawsze większe, niż jaja gospodarzy – ubarwieniem jednak upodobniają się do nich. I dzieje się tak zapewne za sprawą tej samej tajemniczej i groźnej siły, która nakazuje młodym podrzutkom, zaraz po wykluciu się ze skorupki, wyrzucenie z zajmowanego gniazda jaj gospodarzy a także wykluwających się piskląt. Zaś rodziców ofiar, maleńkie, śpiewające ptaszki zmusza do coraz to częstszego przysiadania z przyniesionym pokarmem na olbrzymich, o wiele większych, niż one same spasionych, tłustych, kukułczych grzbietach.
Za sprawą tej samej, tajemnej siły, która po odlocie starych kukułek (w lipcu do ciepłych krajów), młodym, wypasionym pasożytom wskazuje we wrześniu, ciemną nocą, pewną drogę do ich zimowych kwater.
Kukułki występują na całej ziemskiej półkuli wschodniej, od Gibraltaru do Kamczatki, od Murmańska do wschodnich wybrzeży Republiki Południowej Afryki. Dzięki stosowanej metodzie przynoszą na świat więcej potomstwa, niż byłyby same w stanie wyżywić. Kukułcze jaja bywają czasem rozpoznane przez ptaki będące gospodarzami gniazda, zostają wtedy wyrzucone, bądź też – jako zbyt ciężkie do wyrzucenia przez maleńkie ptaszki – zabudowane zostają w strukturę gniazda, oplecione przyniesionymi gałązkami, unieruchomione. Kamienieją na amen.
Czasem kukułki zdradzają się, dają zaskoczyć przy podkładaniu jaj. O pewnych agresywnych, zadziornych drozdach – wijących swoje gniazda na Węgrzech podobnie jak trzciniak nad wodą, w szuwarach – wiadomo, że odważnie atakują odkrytą kukułkę i wpędzają pod gniazdo, żeby się utopiła. Większość ptaszków nie stawia jednak kukułce żadnego oporu.
Z Frankfurtu nad Menem czytał Stefan Kosiewski
http://sowa-frankfurt.podomatic.com/entry/2011-10-01T12_48_41-07_00
http://sowa.podspot.de/rss+all
Skoryna, Kobylański, Poręba, Chaduch-Suski, Niekrasz
Lech Niekrasz
Relacja z rozprawy 27.9.2011
Na rozprawę przybył wezwany w charakterze świadka Jarosław Gugała, który miał potwierdzić prawdziwość stwierdzeń zawartych przez oskarżonego Radosława Sikorskiego w jego książce pt. „Strefa zdekomunizowana”, a odnoszących się do powoda Jana Kobylańskiego.
Na wstępie rozprawy sąd na wniosek oskarżyciela, mec. Zbigniewa Cichonia. odebrał od świadka przyrzeczenie. Następnie odpowiadając na stawiane przez obrońcę pytania Gugała powiedział, że po przybyciu w charakterze ambasadora RP do Montevideo nawiązał kontakt z Janem Kobylańskim, który pełnił wtedy jeszcze funkcję konsula honorowego, ale pół roku po objęciu przezeń placówki Kobylański został z tej funkcji odwołany, a to wskutek działania na szkodę polskiej racji stanu poprzez szkalowanie na łamach kontrolowanego przez tegoż Kobylańskiego polonijnego pisma „Głos Polski” władz Rzeczypospolitej, co zdaniem Gugały było tym bardziej naganne, że nie kto inny jak polski senat dofinansowywał to pismo. Obiektem ataków Kobylańskiego mieli być według Gugały minister Bartoszewski i prezydent Kwaśniewski. Kobylański miał też szerzyć antysemityzm i upowszechniać opinię, jakoby Polską władał kontrolowany przez mniejszości układ mafijny, który dąży do zniszczenia Polski; źle wypowiadał się na temat polskie dyplomacji i nadużywał funkcji konsula honorowego do swoich własnych celów.
Gugała przyznał, że przed udaniem się do Urugwaju już wiele wiedział o Janie Kobylańskim, ale z polecenia ministra Geremka miał za zadanie łagodzić napięte stosunki między szefem USOPAŁ-u i stroną polską, ale ze strony Kobylańskiego spotkał się z agresją, zastraszaniem i dążeniem do prowadzenia polityki zagranicznej Polski, chociaż jako konsul honorowy nie był do tego upoważniony.
Dzielność ta nie była zgodna z polską racja stanu, albowiem Kobylański szerzył też złe opinie o całej polskiej klasie politycznej, rzucając fatalne światło na to, co dzieje się w Polsce. Za pośrednictwem „Glosu Polskiego” agitował przeciw wejściu Polski do Unii Europejskiej, nadto opublikował artykuł o Bartoszewskim, w którym to artykule napisał, że Polska nie ma ministra spraw zagranicznych, a Izrael ma dwóch takich ministrów.
Podległym Kobylańskiego był ksiądz Węgrzyn, który podpisywał oszczercze artykuły wymierzone we Gugałę i innych polskich dyplomatów..
Pytany o przeszłość Jana Kobylańskiego, Gugała powiedział, że z relacji przedstawicieli Polonii dowiedział się o jego współpracy z dyktatorem Paragwaju Stroessnerem i określił tę przeszłość jako niejasną zwłaszcza w czasie okupacji; zakwestionował też podstawę do posiadania Krzyża Oświęcimskiego, które to odznaczenie według Gugały uzyskał drogą przekupienia władz.Wyjasnieniem przeszłości obozowej Jana Kobylańskiego zajmowała się Hanna Woysław stwierdzając, że w zadnym z obozów nie ma śladu o jego pobycie.
Gugała powiedział też, że jakkolwiek żadna z informacji, jakie uzyskał od Polonii temat Kobylańskiego, nie jest możliwa do zweryfikowania, to jednak istnieje podejrzenie, że w czasie okupacji wydał on w ręce gestapo rodzinę żydowska, co jest też trudne do potwierdzenia, a to z powodu niemożliwości ustalenia imienia Kobylańskiego: Jan czy Janusz. Gugała powiedział, że wszystkie te wątpliwości i niejasności budziły jego zainteresowanie.
Pewien członek parlamentu urugwajskiego miał powiedzieć Gugale, że dla swojego dobra i dobra swojego kraju nie powinien afiszować się z Kobylańskim, gdyż jest on postacią podejrzaną. Podobne o nim acz niesprawdzone były opinie pochodzące z innych źródeł.
Jak zeznał również Gugała, do ambasady w Montevideo zgłosił się nieznany osobnik, który jakoby reprezentował rodzinę żydowską z obozu w Dachau, gdzie Kobylański pod koniec wojny jako nadzorca więzienny podszył się pod tożsamość więźnia, którego zgładził. O wszystkim tym Gugała meldował Ministerstwu Spraw Zagranicznych, ale okazało się, że donos ten był fałszywy. Powiedział jednak, że nazwanie Kobylańskiego „typem spod ciemnej gwiazdy” słyszał od Polonii urugwajskiej.
Gugała powiedział, że ustalił, iż w 1956 roku ambasada USA w Asunción wydała Kobylańskiemu zakaz zjazdu na teren Stanów jako osobie podejrzanej o nieuczciwość. Miała ona polegać na tym, że mając licencje na druk znaczków Kobylański drukował ich część z wadami, by potem wprowadzać je na rynek filatelistyczny i sprzedawać za duże pieniądze, którymi dzielił się ze Stroessnerem. Po upadku tego dyktatora Kobylański, o którym prasa paragwajska pisała źle jako o „człowieku spalonym”, był zmuszony udać się do Urugwaju. W latach 50., według zeznań Gugały, Kobylańskim miały się interesować władze Austrii, podejrzewając go o szmugiel. Miał on być również podejrzany o działalność komunistyczna, ale i tego zarzutu podobnie jak wszystkich innych Gugała nie zdołał udowodnić. Po prostu o tym słyszał o tym i teraz zeznaje.
Odpowiadając z kolei na pytania oskarżenia, Gugała przyznał, że nie wie dokładnie, kto finansował „Głos Polski”, ale musiały w grę wchodzić pieniądze z kraju. Nie potrafił też odpowiedzieć na pytanie, jako możliwe,że tak zły i podejrzany człowiek jak Jan Kobylański jest kawalerem bardzo wielu wysokich odznaczeń, jakie nadały mu władze polskie; Gugała odparł, że przytoczone opinie o Kobylańskim nie są jego opiniami, ale zasłyszanymi, jednakże zgniewało go to, że władze polskie tolerowały i nawet finansowały jego antypolskie publikacje prasowe. Jan Kobylański jako osoba Gugały nie interesowała, ale kierując się polską racja stanu czuł się zobowiązany reagować, donosząc o wszystkim do Warszawy.
Gugała poinformował też sąd o swoim wykształceniu, to znaczy o studiach handlowych i ukończeniu iberystyki oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Odciął się natomiast od zarzutu, iż w czasie stan wojennego był spikerem telewizji podkreślając, że działał w opozycji, a do telewizji przyszedł dopiero w roku 1990. Wyraził też przekonanie, że zarzut o jego pracy dla telewizji w stanie wojennym uknuły Radio Maryja i Telewizja.
Na pytanie o przyczyny konfliktu z Janem Kobylańskim Gugała odpowiedział, że jego początkiem był incydent, do jakiego doszło w czasie jednej z uroczystości polonijnych; Kobylański przerwał emisję filmu dokumentalnego w momencie, kiedy na ekranie pojawiła się scena podpisywania układu Sikorski-Majski ze Stalinem widocznym w głębi, na co Kobylański powiedział, że nie pozwoli na pokazywanie jego osoby i nie będzie tolerował propagandy komunistycznej. Od tego momentu, jak zeznał Gugała, jego relacje z Kobylańskim uległy zamrożeniu.
Na pytanie mec. Cichonia, czy Gugała byłby gotów przeprosić Jana Kobylańskiego, skoro żaden z zarzutów nie został potwierdzony, Gugała stwierdził , że dziś napisałby o Kobylańskim to samo, co napisał przed kilku laty, albowiem Kobylański siał antysemityzm i szkalował władze polskie, a to jest haniebne. Gugała nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie, w którym roku Jan Kobylański przybył do Paragwaju i w jakim czasie panował tam Stroessner. Powiedział tylko, że źle o Kobylańskim mówili Tustanowski, Kreska (nie dosłyszałem dobrze nazwiska) oraz Biłozor.
Na wniosek powoda sąd wyznaczył okres jednego miesiąca na dostarczenie wniosków dowodowych w oparciu o zeznanie Gugały.
Na tym sąd zakończył rozprawę, odraczając ją do 2 lutego 2012 roku, godzina 11.30 w sali 232 w gmachu przy Alei Solidarności.
Lech Z. Niekrasz

2012 ©